Kategorie: Wszystkie | 1988 - 1998 | 2009 -2010 | 2011 | 2012
RSS
piątek, 20 stycznia 2012
Chore uszy terapeuty - czyli o tzw. Rozmyślaniach i Rozmowach Trudnych

Liczba 17 tego dnia miała wyjątkowe znaczenie. Był to wtorek 17 dzień roku i jednocześnie 17 rocznica śmierci mamy Eweliny. Wówczas również był wtorek i może dlatego od rana towarzyszył jej tłumiony ale wyraźny smutek.
Chciała się złapać jakiegoś pozytywnego myślenia i nagle przez głowę przemknęła myśl że gdyby nie ta tragedia jednego życia 17 lat temu teraz jej życie na pewno byłoby inne ale czy lepsze?
Może to w jakim miejscu swojego istnienia teraz jest zawdzięcza temu co stało się te 17 lat temu.
Może to że po tylu latach trudów łez i poczucia że z niej już nic nie będzie nie był przypadek, że na jej drodze stanęli ludzie dzięki którym na nowo uczy się ufać i żyć.
Siedziała przy biurku i pomyślała że jeśli naprawdę jej mama miałaby wybierać dla niej terapeutę do nauki rehabilitacji i życia to byłby to właśnie taki człowiek jak ten którego ma obok już 3 lata i uśmiechnęła się do własnych myśli z nadzieją że ten uśmiech gdzieś tam zobaczy ta za którą nadal tak bardzo tęskniła i która pewnie przez obecność wielu ludzi w jej życiu nadal roztaczała nad nią opiekę.

 

Zbliżała się 16.00 i zbliżał się też czas inny, innego życia z innymi ludźmi, ale jakby otulony bezpieczeństwem relacji z tamtych lat.
- Cześć co słychać? - Przywitała się pierwsza ukradkiem ale z uwagą przyglądając się twarzy terapeuty bo tego dnia była wyraźnie inna.
Kolejne minuty zeszły im na rozmowach o tym co przyniosły dni odkąd widzieli się ostatni raz i zazwyczaj gadatliwa Ewelina tego dnia starała się w pierwszej kolejności słuchać.
Potem z odrobiną niepewności w głosie powiedziała że Pani Ania prosiła o odebranie korespondencji przed zajęciami ale zupełnie nie miała pewności czy to że teraz to mówi jest słuszne a jej wątpliwości tym razem nie miały podłoża osobistego asekuranctwa.
- Dobrze w takim razie zapraszam cię na kanapę a ja przeczytam co ciekawego Pani Ania pisze.
Ewelina mogła się tylko domyślać że list porusza niewygodny dla niej temat który w ostatnich dniach prześwitywał nieśmiało w kontekstach francuskich listów i telefonów, ale przecież wcale nie musiała mieć racji.
W milczeniu ale z dużą uwagą na wykonywane ruchy przesiadła się na kanapę i natychmiast poprawiła też ułożenie stóp i ogólną postawę ciała czekając na to co przyniesie kolejna chwila i czy na to co się zaraz zdarzy będą miały wpływ słowa w liście czy też nie.
- No proszę jak ty ładnie siedzisz - Zauważył od razu terapeuta i zaczęły się ćwiczenia w które w pewnym momencie zostało wplecione pytanie.
- Powiesz mi co tam ostatnio pisuje do ciebie Pani Ania, bo mamy chyba coś do omówienia?
- Eeee nic ciekawego...
- To opowiadaj to nie ciekawe może będę miał inne zdanie. - Dopytywał nie przerywając powadzenia ruchu.
I tak z ogromnymi "bólami" zaczęły się tzw. Tematy trudne których konsensusem było stwierdzenie że pani Ania porusza wszystkie te aspekty których pacjent słyszeć nie chce i doświadczyć tym bardziej.
- Robi się ciekawie. Słucham konkretów.
Ewelina jak wąż wiła się między sytuacjami i chwilą byle uniknąć rozmowy i nagle na kolejną zachętę w jej oczach zapalił się dziecięcy błysk niewinnego figla i oświadczyła pewnym tonem pełnym powstrzymywanego śmiechu:
- Ja ci już wszystko przecież powiedziałam tylko ty z racji tego że musisz spotykać się z trudnymi pacjentami którzy są ciągle na NIE i wg naszej pierwszej definicji często krzyczą kopią i gryzą teraz masz problemy ze słuchem i tylko ci się zdawało że nic nie mówiłam.
- Ach tak mam problemy ze słuchem SUPER koleżanko bo właśnie dzięki tobie uświadomiłem sobie że ze wzrokiem też.
Zbił ją z tropu i z zaciekawieniem dopytała:
- Dlaczego ze wzrokiem?
- Bo mało że nie słyszałem co mówisz to jeszcze nie widziałem żeby ci się buzia ruszała i chyba muszę pomyśleć czy ja w takim stanie mogę pracować.
- Możesz bo to chwilowe tylko! - Wypaliła jakby naprawdę za chwilę miał przerwać zajęcia.
- No jak chwilowe to proszę prawa rączka na wyższą pufę i jej nie odrywamy a lewą sięgamy po klocki przez skręt i budujemy wierzę przy okazji mówiąc jak na spowiedzi wszystko co powinienem wiedzieć mimo chorych uszu.
Wiedziała że nie bardzo ma wyjście i musi się przemóc ale zawalczyła jeszcze raz.
- A muszę?
- Nie musisz, ale dostałem dzisiaj list w którym pisze że warto pewne sprawy omówić więc może skoro jest taki sygnał to troszkę jednak musisz hmmm? Sama wiesz jak to naprawdę jest.
I tak małymi krokami od słowa do słowa przebrnęli razem przez omówienie planów rehabilitacyjnych na pierwszy tydzień ferii a co za tym idzie powrotu do zajęć na basenie, ale w sposób uwzględniający nazwijmy to ogółem wielotorowość działań.
Choć cała o tym rozmowa dla Eweliny była bardzo trudna  gdy wreszcie powiedziała w czym kłopot ulżyło jej trochę, a zupełnie normalne podejście terapeuty do problemu jakby zmniejszyło ten ciężar jeszcze o połowę. Teraz trzeba było tylko do tego co mówili dotrwać i przeżyć. Tego wieczoru w połowie zajęć po raz pierwszy od ponad roku przez głowę przeszła myśl że może ona się jednak trochę cieszy na ten basen bo przecież w wodzie zawsze był czas na wygłupy i figle w przerwach między ćwiczeniami, a takie nierehabilitacyjne chwile zawsze sprawiały jej najwięcej radości.
- No to jeden kłopot z głowy. Połóż się teraz poćwiczymy trochę nóżki i biodra.
Cierpliwie znosiła działania rehabilitanta choć na wypowiedziane przez niego słowa zareagowała lękiem.
- Boli coś?
- Nie ale tak dziwnie...
- Dziwnie bo rusza się twoje ciało inaczej czy boję się?
- I to i to - Przyznała uciekając wzrokiem na leżącego nieopodal psa.
- Rozumiem... a możesz się nie spinać tak bardzo? Rozluźnij się, bo potrafisz a tu nie ma się czego bać.
Po dłuższej chwili płynnym przejściem prawidłowego wzorca ruchu znalazłą  się na boku a w chwilę później na brzuchu i złapała się na tym że cały czas boi się co będzie za chwilę.
- Ręce do przodu głowa w lewo.
"Wszystko tylko nie to" - Pomyślała wykonując polecenie i kiedy już prawie pogodziła się wg swojego mniemania z najgorszym opiekun znalazł się na wprost niej i ku jej osłupieniu zaczął robić zupełnie coś innego niż ona się spodziewała. Odetchnęła z ulgą "Nie dziś jeszcze nie dziś" pomyślała i z uśmiechem wykonała kolejne serie stawianych przed nią ćwiczeń.
- Łapka nad głowę i obracamy się. - Rzekł terapeuta w pełni kontrolując jej ruchy i choć w którymś momencie przestała czuć pod sobą łóżko nie wpadła w panikę wiedząc że przecież on nie da jej spaść. Poczuła pod tyłkiem pufę i przez bardzo łagodne przejścia ruchowe znalazła się w pozycji siedzącej.
Było to bardzo nietypowe doświadczenie dla jej układu nerwowego i przez chwilę nie mogła odzyskać nad sobą kontroli ale był obok terapeuta i przecież ona nie musiała się bać.

14:57, evik_rehabilitacja , 2012
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4